movementcarelab

Co naprawdę wywołuje adaptację i dlaczego trenujesz tyle, ile zregenerujesz

Tyle, ile zregenerujesz. Co naprawdę wywołuje adaptację

Twój organizm nie wie, jak nazywa się Twój plan. Nie odróżnia „polaryzowanej periodyzacji blokowej” od „piramidowego modelu wytrzymałościowego”. Dostaje z treningu konkretny sygnał i albo ma warunki, żeby na niego odpowiedzieć, albo nie.

Dużo czasu poświęcamy wybieraniu metody, a mało temu, czy w ogóle dajemy organizmowi szansę zaadaptować się do tego, co już robimy. W tym tekście zaczynam od tego, co dzieje się w mięśniu po treningu, a kończę na zawodniku, który trenował 18-20 godzin tygodniowo i przez długi czas nie widział z tego efektów.

Uproszczenie na start

Biologia molekularna wysiłku jest bardzo złożona i nadal nie do końca poznana. To, co piszę niżej, to świadome uproszczenie. Skupiam się na kilku szlakach sygnałowych, bo dobrze pokazują zasadę. Nie są jedynymi, które się liczą.

W treningu wytrzymałościowym ważne są też między innymi szlaki zależne od wapnia (CaMK) czy kinazy MAPK. W treningu siłowym dochodzi mechanotransdukcja, czyli zamiana mechanicznego obciążenia na sygnał w komórce. A poza biologią komórki są jeszcze adaptacje nerwowe, technika, ekonomia ruchu i zmiany w strukturze tkanek. Nie da się tego sprowadzić do dwóch białek, ale dwa białka wystarczą, żeby zrozumieć, dlaczego nazwa planu nie ma znaczenia.

Bodziec i sygnał: co widzi mięsień

AMPK, czyli czujnik energii

AMPK to enzym, który pilnuje bilansu energetycznego komórki. Kiedy podczas wysiłku zużycie ATP rośnie szybciej, niż komórka nadąża go odtwarzać, rośnie udział AMP i ADP i AMPK się aktywuje. To fakt dobrze opisany w literaturze.

Aktywna AMPK robi dwie rzeczy naraz. Uruchamia procesy, które produkują energię, między innymi spalanie tłuszczów i transport glukozy do mięśnia. Jednocześnie przyhamowuje procesy, które energię zużywają, w tym budowę białek. Komórka w kryzysie energetycznym oszczędza.

PGC-1alfa, czyli sygnał do budowy mitochondriów

Jednym z najważniejszych celów tej kaskady jest PGC-1alfa. To białko koordynuje biogenezę mitochondrialną, czyli powstawanie nowych mitochondriów i wzrost ilości enzymów, które pozwalają mięśniowi produkować energię tlenowo.

To jest molekularne tło tego, co trenerzy nazywają budowaniem bazy tlenowej. AMPK nie jest tu jedynym włącznikiem, sygnały wapniowe i inne szlaki też dokładają swoje, ale kierunek jest ten sam.

mTOR, czyli sygnał do budowy białek

Po drugiej stronie stoi mTOR. Ten kompleks reguluje syntezę białek i wzrost komórki. Aktywuje go przede wszystkim obciążenie mechaniczne, czyli trening siłowy, a także dostępność aminokwasów (szczególnie leucyny) i sygnały hormonalne, na przykład insulina i IGF-1. Efekt, który nas interesuje, to wzrost syntezy białek mięśniowych i w dłuższym czasie przerost mięśnia.

W badaniu na izolowanych mięśniach szczurów, stymulowanych prądem tak, żeby naśladować trening wytrzymałościowy albo siłowy, długa stymulacja o niskiej częstotliwości aktywowała AMPK i PGC-1alfa, a krótkie, mocne serie aktywowały szlak mTOR. Autorzy nazwali to przełącznikiem AMPK-PKB i zaproponowali jako jeden z mechanizmów, który częściowo tłumaczy, dlaczego różne treningi dają różne adaptacje. Ważne zastrzeżenie: to model zwierzęcy i hipoteza. Nie pokazuje pełnego obrazu tego, co dzieje się u człowieka na rowerze.

Co z tego wynika dla Ciebie

Na poziomie komórki organizm pyta o kilka prostych rzeczy:

  • czy był wystarczający bodziec energetyczny, żeby uruchomić sygnał wytrzymałościowy,
  • czy było wystarczające obciążenie mechaniczne, żeby uruchomić sygnał do budowy białek,
  • czy była regeneracja, żeby ta odpowiedź mogła się dokończyć,
  • czy bodziec powtarzał się regularnie przez odpowiednio długi czas.

Pięć stref, siedem typów jednostek i dwie aplikacje liczące obciążenie inną metodą są ciekawe, ale nie zastąpią konsekwentnego wykonania tych czterech punktów.

AMPK i mTOR: czy siłownia przeszkadza wytrzymałości

AMPK potrafi hamować mTOR. To mechanizm dobrze opisany w biologii komórki. Część danych sugeruje też zależność odwrotną: w jednym z badań na ludziach po ciężkim treningu siłowym fosforylacja AMPK była kilka godzin później niższa, co autorzy zinterpretowali jako możliwy wpływ wcześniejszej aktywacji mTOR. Traktowałbym to jednak jako hipotezę.

Z tego mechanizmu wzięło się pojęcie interferencji, czyli obawy, że trening wytrzymałościowy zablokuje efekty treningu siłowego. Na papierze wygląda to groźnie. W praktyce u ludzi jest spokojniej:

  • w badaniu, w którym po ciężkim treningu nóg dołożono 30 minut jazdy na rowerze, sygnał mTOR po siłowni nie był słabszy niż po samej siłowni,
  • w metaanalizie 43 badań łączenie treningu tlenowego z siłowym nie pogorszyło przyrostów siły maksymalnej ani masy mięśniowej w porównaniu z samym treningiem siłowym; osłabione były przyrosty siły eksplozywnej, wyraźniej wtedy, gdy oba treningi robiono w tej samej sesji,
  • w kolejnej metaanalizie, na poziomie pojedynczych włókien mięśniowych, efekt negatywny był niewielki i dotyczył głównie biegania, a nie jazdy na rowerze.

Moje zdanie jest takie, że interferencja jest przeceniana w planowaniu treningu amatora. Ma znaczenie u zawodnika, który walczy o ostatnie procenty mocy eksplozywnej. U większości kolarzy amatorów połączenie roweru z rozsądnie zaplanowanym treningiem siłowym daje więcej korzyści niż strat, o ile pilnuje się podstaw: odstępu między sesjami, kolejności w tygodniu i tego, żeby siłownia nie zabierała świeżości przed kluczowymi jednostkami na rowerze.

Adaptacja dzieje się po treningu

Trening jest tylko sygnałem. Sama przebudowa mięśnia zachodzi w godzinach i dniach po nim.

Dobrze to widać na PGC-1alfa. W badaniu na ludziach po trzech godzinach wysiłku transkrypcja genu PGC-1alfa i ilość jego mRNA gwałtownie rosły, ze szczytem w ciągu około dwóch godzin po treningu. To był jednak wzrost przejściowy. W innym badaniu, podczas serii siedmiu treningów interwałowych, mRNA PGC-1alfa rosło po każdej sesji i wracało do poziomu wyjściowego w ciągu doby. Autorzy opisali to jako wzór piłokształtny. Ilość samego białka PGC-1alfa i enzymów mitochondrialnych rosła natomiast stopniowo, z sesji na sesję.

To jest dla mnie najważniejsza informacja z całej biologii molekularnej treningu. Jeden trening daje krótki impuls. Forma powstaje z sumy wielu takich impulsów, z których każdy ma czas, żeby się dokończyć.

Teraz interpretacja. Jeśli kolejny mocny bodziec trafia w organizm, który jeszcze nie odpowiedział na poprzedni, nie dostajesz podwójnej adaptacji. Dostajesz narastające zmęczenie, gorszą jakość kolejnej sesji i słabszy sygnał. Nie potrafię wskazać badania, które pokazałoby dokładnie, ile godzin przerwy potrzebuje każdy rodzaj treningu u amatora z pracą i rodziną. To zależy od zbyt wielu rzeczy. Zasada jest jednak spójna z tym, co widać w danych molekularnych i w praktyce.

Do tego dochodzi sen i stres. W badaniu na zdrowych młodych dorosłych jedna nieprzespana noc obniżyła syntezę białek mięśniowych o 18%, podniosła kortyzol o 21% i obniżyła testosteron o 24%. To jedna noc i jedna grupa badanych, więc nie przekładałbym tego wprost na każdego. Kierunek jest jednak jasny: możesz mieć świetnie ułożony blok, ale jeśli realizujesz go z przewlekłym niedoborem snu i dużym stresem w pracy, organizm ma gorsze warunki, żeby z niego skorzystać. Dobry plan zrobiony w dobrych warunkach regeneracyjnych da więcej niż idealny plan zrobiony na przewlekłym zmęczeniu.

Zmiana bodźca co dwa tygodnie

Z tego samego powodu nie lubię ciągłego żonglowania metodą. Zaczynasz blok wytrzymałościowy, po dwóch-trzech tygodniach czytasz o interwałach i zmieniasz podejście, a potem słuchasz podcastu o sile i dorzucasz siłownię. Pierwsze zmiany w mitochondriach widać już po kilku sesjach, więc to nie jest tak, że wszystko się resetuje. Problem w tym, że trwała przebudowa to suma tygodni spójnego sygnału, a przy częstych zmianach ten sygnał się rozmywa. Z mojego doświadczenia trenerskiego bloki krótsze niż 4-6 tygodni rzadko pozwalają w pełni wykorzystać dany bodziec. To obserwacja z praktyki. Badania takiej granicy nie wyznaczają.

Szara strefa

Internet zalał nas treściami o zone 2 i dużej objętości. Część z nich jest wartościowa. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy amator czyta, że zawodowcy trenują bardzo dużo godzin, w większości w niskiej intensywności, i wyciąga z tego prosty wniosek: to ja też będę jeździł dużo i spokojnie.

Pomija przy tym trzy rzeczy. Po pierwsze swoją zdolność do regeneracji: sen, pracę, rodzinę, stres. Po drugie to, czy jego spokojne jazdy są naprawdę spokojne, czy tylko takie mu się wydają. Po trzecie, i to jest najważniejsze, jak w tę objętość wcisnąć sesje jakościowe tak, żeby były robione na świeżości, a nie na resztkach energii z poprzednich dni.

Szara strefa to jazda zbyt mocna, żeby była regeneracyjna i budowała bazę przy niskim zmęczeniu, a zbyt słaba, żeby dać wyraźny bodziec jakościowy. Pojedyncza taka jazda nie robi krzywdy. Kilka takich jazd w tygodniu, przy 15-20 godzinach treningu, potrafi zostawić w nogach tyle zmęczenia, że interwały przestają spełniać swoją rolę.

Przykład z praktyki

Niedawno przeprowadziłem konsultację strategiczną dla zawodnika, który na papierze robił wszystko książkowo. 18-20 godzin tygodniowo, trening spolaryzowany, w planie sesje jakościowe: over-unders, praca progowa, trochę wysokiej intensywności. Wyglądało to sensownie.

A jednak na wyścigach online regularnie dostawał lanie. Na szarpanym, zmiennym tempie odcinało go w ciągu kilku minut. Rezerwa beztlenowa (W’) schodziła do zera szybciej, niż powinna. Czuł się wytrzymały, miał dobrą bazę tlenową budowaną przez kilka lat i ta baza sprawiała mu dużo frajdy. Ale tam, gdzie trzeba było naprawdę pojechać mocno i w rwanym rytmie, coś nie grało.

Kiedy weszliśmy głębiej, sprawa okazała się dość prosta. Jego spokojne jazdy nie były spokojne. Jeździł je w szarej strefie, między zone 2 a zone 3, i przez to do sesji kluczowych dochodził już zmęczony. Sesje jakościowe w planie były, tylko nie dawały efektu, jakiego byśmy oczekiwali, bo robił je na zmęczeniu. Praca była, adaptacja nie przychodziła.

Zrobiliśmy trzy zmiany, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak „mniej”:

  • jeden dzień treningowy zamieniliśmy na dzień wolny, więc zamiast jednego dnia regeneracji w tygodniu były dwa i mniej dni w nogach przed kluczowymi sesjami,
  • zeszliśmy z objętości i obniżyliśmy intensywność spokojnych jazd do poziomu, który faktycznie pozwalał się regenerować; ustaliliśmy konkretne zakresy i pilnowaliśmy, żeby ambicja nie robiła z zone 2 czegoś pomiędzy zone 2 a zone 3, bo forma pozwalała jechać mocniej i właśnie to był problem,
  • zamiast dwóch sesji jakościowych w tygodniu wprowadziliśmy trzy: dwie wysokiej intensywności i jedną na pośredniej intensywności, w tempie albo sweet spocie.

Po kilku tygodniach efekt był wyraźny. Zawodnik zaczął regularnie trenować na świeżości, regeneracja wróciła i praca z poprzednich miesięcy w końcu zaczęła procentować. Ograniczał go brak przestrzeni na adaptację, a bodźców miał aż nadto.

Jedna rzecz z tego przypadku jest dla mnie szczególnie ważna. Problemy, które zgłaszał, nie były wyraźnie widoczne w liczbach. To, że odcinało go na szarpanym tempie i że W’ leciało za szybko, nie dawało w arkuszu wartości, które same krzyczały, że coś jest nie tak. Dopiero rozmowa i kontekst pokazały, gdzie leży przyczyna. Sama analiza danych bez rozmowy to za mało.

Jak rozpoznać, że trenujesz więcej, niż regenerujesz

Najważniejszy sygnał jest jeden: dokładasz treningu tygodniami, a progresu nie ma. Forma stoi albo się cofa.

Do tego zwykle dochodzi kilka rzeczy, które widzę u zawodników w takiej sytuacji:

  • na spokojnych jazdach czujesz się mocny i wytrzymały, ale w momentach, kiedy trzeba naprawdę przyłożyć, czegoś brakuje,
  • sesje jakościowe coraz częściej nie wychodzą, docierasz do końca interwałów na zaciśniętych zębach albo nie docierasz wcale,
  • spokojne jazdy w praktyce są mocniejsze, niż zakładał plan, bo „przecież dobrze się czuję”,
  • dzień wolny traktujesz jak stratę i najchętniej byś go czymś zapełnił.

To nie są objawy, które wymagają codziennego pomiaru. Zwykle widać je w kilku ostatnich tygodniach treningu i w szczerej odpowiedzi na pytanie, jak się czujesz na sesjach, które mają boleć.

Jeśli rozpoznajesz u siebie ten obraz, to najczęściej nie znaczy, że potrzebujesz więcej. Znaczy, że Twój organizm nie nadąża z regeneracją tego, co już robisz. Gdy do tego dochodzą objawy zdrowotne, przewlekłe zmęczenie mimo odpoczynku, częste infekcje albo wyraźnie gorszy sen, to już temat do konsultacji z lekarzem, a nie tylko korekta planu.

Co zmienić

Nie rozpiszę tu planu, bo bez znajomości Twojej historii, tygodnia i celów byłby zgadywaniem. Są jednak zasady, które sprawdzają się u większości amatorów:

  • Spokojnie znaczy spokojnie. Ustal sobie konkretną górną granicę dla jazd tlenowych i trzymaj się jej także wtedy, gdy noga podaje. Zapas zostaw na sesje, które go potrzebują.
  • Najpierw świeżość na sesje kluczowe, potem objętość. Zaplanuj tydzień od jednostek jakościowych. Objętość dokładaj w miejsca, które nie odbiorą im świeżości. Jeśli się nie mieści, tniesz objętość, a nie jakość.
  • Daj bodźcowi czas. Trzymaj się jednego kierunku przez kilka tygodni, zanim ocenisz, czy działa. Częsta zmiana metody rzadko przyspiesza progres.

Czasem oznacza to mniej godzin, czasem jeden dzień wolny więcej, a czasem więcej jakości przy mniejszej objętości, tak jak w opisanym przypadku. Kierunek wynika z tego, co jest u Ciebie wąskim gardłem.

Ile godzin to za dużo

Nie ma jednej odpowiedzi i nie ufałbym nikomu, kto podaje ją bez znajomości Twojej sytuacji. To zależy od stażu, historii treningowej, pracy, rodziny, snu i stresu. Dla jednej osoby 10 godzin tygodniowo to za dużo, dla innej 20 godzin jest w sam raz.

Jest natomiast zasada, która działa zawsze: trenuj tyle, ile możesz zregenerować. Na adaptację przekłada się tylko ta część pracy, którą organizm zdąży skonsumować. Reszta to narastające zmęczenie, które z czasem zaczyna odbierać formę zamiast ją budować.

Źródła

  • Apró W, Wang L, Pontén M, Blomstrand E, Sahlin K. Resistance exercise induced mTORC1 signaling is not impaired by subsequent endurance exercise in human skeletal muscle. Am J Physiol Endocrinol Metab. 2013;305(1):E22-E32. doi:10.1152/ajpendo.00091.2013
  • Atherton PJ, Babraj J, Smith K, Singh J, Rennie MJ, Wackerhage H. Selective activation of AMPK-PGC-1alpha or PKB-TSC2-mTOR signaling can explain specific adaptive responses to endurance or resistance training-like electrical muscle stimulation. FASEB J. 2005;19(7):786-788. doi:10.1096/fj.04-2179fje
  • Baar K. Using molecular biology to maximize concurrent training. Sports Med. 2014;44(Suppl 2):S117-S125. doi:10.1007/s40279-014-0252-0
  • Furrer R, Hawley JA, Handschin C. The molecular athlete: exercise physiology from mechanisms to medals. Physiol Rev. 2023;103(3):1693-1787. doi:10.1152/physrev.00017.2022
  • Hardie DG, Ross FA, Hawley SA. AMPK: a nutrient and energy sensor that maintains energy homeostasis. Nat Rev Mol Cell Biol. 2012;13(4):251-262. doi:10.1038/nrm3311
  • Lamon S, Morabito A, Arentson-Lantz E, Knowles O, Vincent GE, Condo D, Alexander SE, Garnham A, Paddon-Jones D, Aisbett B. The effect of acute sleep deprivation on skeletal muscle protein synthesis and the hormonal environment. Physiol Rep. 2021;9(1):e14660. doi:10.14814/phy2.14660
  • Lundberg TR, Feuerbacher JF, Sünkeler M, Schumann M. The effects of concurrent aerobic and strength training on muscle fiber hypertrophy: a systematic review and meta-analysis. Sports Med. 2022;52(10):2391-2403. doi:10.1007/s40279-022-01688-x
  • Perry CGR, Lally J, Holloway GP, Heigenhauser GJF, Bonen A, Spriet LL. Repeated transient mRNA bursts precede increases in transcriptional and mitochondrial proteins during training in human skeletal muscle. J Physiol. 2010;588(23):4795-4810. doi:10.1113/jphysiol.2010.199448
  • Pilegaard H, Saltin B, Neufer PD. Exercise induces transient transcriptional activation of the PGC-1alpha gene in human skeletal muscle. J Physiol. 2003;546(3):851-858. doi:10.1113/jphysiol.2002.034850
  • Schumann M, Feuerbacher JF, Sünkeler M, Freitag N, Rønnestad BR, Doma K, Lundberg TR. Compatibility of concurrent aerobic and strength training for skeletal muscle size and function: an updated systematic review and meta-analysis. Sports Med. 2022;52(3):601-612. doi:10.1007/s40279-021-01587-7

Ten tekst ukazał się pierwotnie w newsletterze movementcare. Nowe materiały trafiają najpierw do subskrybentów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Prywatność

Niezbędne pliki cookies umożliwiają działanie strony, koszyka i zapamiętanie ustawień prywatności. Opcjonalne pliki analityczne pomagają nam sprawdzić, jak korzystasz ze strony. Włączamy je dopiero po Twojej zgodzie.

Dane przekazane dobrowolnie przez formularz kontaktowy, newsletter lub sklep przetwarzamy w celach opisanych w polityce prywatności.