Drogi. Absurdalnie drogi. Wykonany w miarę ok. Trąci plastikiem, trochę buczy, brzęczy i hałasuje ale przy tym wszystkim najlepszy wiatrak z jakim miałem do czynienia podczas jazdy na trenażerze i nie nie tylko.

Zacznijmy od tego czym w ogóle jest Headwind.

Headwind to wentylator, dość wyjątkowy, przeznaczony do jazdy na kolarskim trenażerze (do biegania na bieżni, czy treningu na ergometrze wioślarskim też się pewnie nada).

STOP! Jeśli nie lubisz czytać – mam dla Ciebie recenzje w formie VIDEO!

Wyjątkowość tego sprzętu polega na kilku faktach:

  • jest wentylatorem promieniowym (? tak to chyba się profesjonalnie nazywa, wykorzystywane często w przemyśle)
  • ma Bluetooth oraz ANT+
  • dzięki powyższemu można nim sterować za pomocą aplikacji czy czujnika tętna (to czyni go najbardziej wyjątkowym)
  • stanowi część ekosystemu Wahoo Kickr czyli sprzętu przeznaczonego do kolarskiego treningu w domu.

I teraz uwaga, największa wyjątkowość tego wentylatora to…

1059zł. CENA.

Mniej więcej tyle bez rabatów w zaprzyjaźnionych sklepach trzeba wyłożyć, żeby móc zacząć się nim bawić.

Ta cena, to pewnie koszt małej klimatyzacji.
Ta cena jest absurdalna jak na prostotę i wykonanie tego sprzętu.

Mimo wszystko, ta cena jest normalna. Tylko i wyłącznie dlatego, że dla Headwinda alternatyw nie ma.

Na ten moment nie znajdziesz żadnego innego wentylatora, którym możesz sterować za pomocą czujnika tętna.

STOP!

Ja wiem, że można to zrobić samemu, i byle ogarnięty typ z instruktarzem z jutuba to zrobi. Ale nie o tym ten blog, to nie żadne forum elektroda czy github. Fakt możliwości zrobienia z wentylatora za 20zł alternatywy Headwinda zostawiamy dla sekcji komentarzy – tak już można mnie zwyzywać i napisać, że się sprzedałem

KONIEC STOPU! (czyli start)

Dla kogo jest Headwind?

Przede wszystkim dla osób, które na koncie mają zbędne ponad tysiąc złotych.

Po drugie – dla osób, które lubia kompletność i chciałyby zebrać wszystkie pokemony z drużyny Kickra.
Po trzecie – dla gadżeciaży.
Po czwarte – dla osób, takich jak ja. I tu tłumaczę.

Osobiście lubię jak coś po prostu działa. Głównie dlatego na co dzień używam sprzętów opartych na oprogramowaniu appla (można znowu hejtować – zapraszam do komentarzy).

Z Headwindem tak jest – nie musisz się zastanawiać. Włączasz, działa. Stoi stabilnie a nie buja się na plastikowych nogach jak klasyczny wiatrak z marketu.

Intensywność zmieniasz z poziomu aplikacji, ręcznie lub podpinasz go do czujnika prędkości czy tętna.

Z tym tętnem to dla mnie koronny argument.
Podczas treningu lubię skupić się na robocie. Przygotować się i działać.

Headwind pozwala przestać myśleć o chłodzeniu (co w trakcie jazdy an trenażerze jest dość istotne). Podpięty do czujnika tętna i z wstępnie ustawionymi preferencjami działa jak należy. 

Jedziesz lekko – nie przewiewa Cię.
Jedziesz szybciej – odpowiednio mocno chłodzi.
Jedziesz fulla – chłodzi na fulla.
Odpoczywasz – pomaga w odpoczynku, wieje mocno dopóki tętno nie spadnie, jak spadnie to się uspokaja.

Ponad tysiąc złotych za wygodę i możliwość trochę większego skupienia się na treningu?

Zależy od perspektywy, ale jest to do przełknięcia. Do tego idzie znaleźć ten sprzęt taniej (w granicach 750-850zł).

I to staje się argumentem, przy którym możemy jednak zdecydować się wydać te pieniądze.

Bo gdy szukałem nowego wiatraka (po tym jak stary się spalił) zauważyłem, że znaleźć coś w miarę sensownego poniżej 200zł jest ciężko.

Potem zdałem sobie sprawę, że różnica w funkcjonalności między czymś za 200zł a Headwindem jest ogromna. Cenowa nadal też ogromna ale zdaje się rekompensować straty w portfelu.

Pobierz 5 gotowych treningów tlenowych na trenażer

Poznaj sposoby na budowanie strefy tlenowej podczas krótkich, urozmaiconych jednostek treningowych.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych w celu obsługi newslettera oraz zapoznałem się z polityką prywatności Polityka Prywatności

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Opakowanie, zawartość.

To prosty temat, przyjeżdża w kartonie, odpowiednio dużym. Zabezpieczony jest średnio – tylko jedno usztywnienie dodatkowym kartonem, żadnej pianki, styropianiu, folii. Ekologicznie, aczkolwiek nie chciałbym, żeby trafił w ręce nieodpowiedniego kuriera.

W środku jest sam headwind i instrukcja. Kabel jest „zintegrowany”. wyciągasz Headwinda, karton (wraz z instrukcją jak prawdziwy polak) wywalasz.

Jakość wykonania

No i tutaj zaczynają się schody. Bo mam dość mocno mieszane uczucia. 

Gdy wyjmujesz Headwinda z kartonu czujesz się jakbyś otwierał przesyłkę z Alliexpress za 2,34$. 

Czuć plastik. Tak dość wyraźnie.
A w zasadzie to po prostu cały wentylator śmierdzi tanim plastikiem. 

W dotyku jest już lepiej, ładnie spasowany, nie trzeszczy zbytnio. Wizualnie prezentuje się bardzo dobrze.

Zdecydowaną zaletą jest specjalny „uchwyt” na kabel na który można go nawinąć, dzięki czemu po zakończonym trening możesz go po prostu estetycznie schować na widoku i nie przeszkadza specjalnie oku.

Serce urządzenia w dobrym oświetleniu robi bardzo fajne wrażenie – ten „kołowrotek” jest wykonany z niebieskiego tworzywa, co przy włączeniu diody podświetlającej panel sterowania i dobrym świetle zewnętrznym tworzy bardzo ładną wizualną spójność ze sprzętami Wahoo, gdzie kolor niebieski dominuje wyraźnie.

Świetną zaletą jest też uchwyt do przenoszenia. Jak widać z racji braku większego brata dla Headwinda nie musiało się silić na taktyczne uszczuplanie funkcjonalności tego modelu (jak w modelach Kickr vs Kickr Core).

Kickr Headwind ma też regulowane nóżki – dzięki nim można ustawić go w dwóch pozycjach. Nóżki są rozstawione w taki sposób aby można było pod niego wjechać biurkiem Wahoo (z którym sam wentylator trochę się kłóci, bo stawiając go pod stolikiem, powietrze które ma wiać nam w twarz zostaje na spodniej części stolika)

Parowanie

Kickr Headiwnd może pracować na różne sposoby.

Pierwszy – najprostszy. Podłączasz do prądu, ustawiasz manualnie strzałkami.

Drugi – poprzez aplikację. Podłączasz do prądu, znajdujesz urządzenie w ustawieniach Bluetooth lub aplikacji Wahoo fitness i łączysz. Tam możesz zmieniać siłę wiatru, zaktualizować oprogramowanie czy ustawić preferencje funkcjonowania (odnośnie tętna i prędkości)

Trzeci – poprzez czujnik prędkości. Podłączasz do niego bezpośrednio czujnik prędkości (musisz w tym celu strzałkami udać się na znaczek SPD, przytrzymać włączanie i poczekać aż dioda z migającej przełączy się w tryb ciągły). W aplikacji możesz ustawić przy jakiej prędkości ma wiać na najmniejszej sile a przy jakiej z najwyższą siłą.

To rozwiązanie jest średnie. Wyobraź sobie, że jedziesz podjazd na zwift, idzie full gaz ale prędkość 6km/h wiec wiatrak wieje na 10%.

Czwarty – poprzez czujnik tętna. I to jest petarda. Podobnie jak przy prędkości, wchodzisz w znaczek HR, czekasz na tryb ciągły diody i działasz. W aplikacji ustawiasz minimalne i maksymalne zakresy pracy.
W moim przypadku sprawdza się zakres 100-155bpm (od 155bpm w górę wieje już na fulla).

Dobra, ale teraz to przegięcie.

Jedna rzecz jest dla mnie całkowicie niezrozumiała – to tak w kontekście do parowania z czujnikiem tętna. 

Headwind łączy się po Bluetooth oraz ANT+. Ale wyobraź sobie, że z czujnikiem tętna możesz go sparować tylko po ANT+

Serio.

Zupełnie nie wiem dlaczego ale w moim przypadku utrudnia to życie.

W domu mam dwa paski, jeden tylko na Bluetooth (Polar H7) oraz jeden na ATN+ (Garminowy).

Na trenażerze jeżdżę z wykorzystaniem tableta i zwifta najczęściej, wszystkie sprzęty łącze bo Bluetooth zakładają pasek Polara.

Chcąc jeździć z Headwindem muszę z czegoś zrezygnować – albo z tętna w tablecie, albo ze sterowania wentylatorem.

Rozumiem, że są paski, które pracują w obu portokołach. Ale czy naprawdę trzeba to tak utrudniać?

Nie wiem, nie rozumiem, dla mnie to masakryczna głupota i ignorancja w sprzęcie za ponad tysiąc złotych, którym jedynym zadaniem jest generowanie wiatru.

Headwind kontra klasyczny wentylator

W czym jest lepszy od wentylatora za 100-200zł?

W tym że jak już go sparujesz i zaczyna działać to po prostu o nim zapomniasz. I to jest najfajniejsze.

Czy warte tysiaka? nie wiem…

Dobra, ale teraz to zawiało taniochą

Po zakupie wentylatora od Wahoo rozczarowania są dwa.

Pierwsze – omówione – po rozpakowaniu czując jego zapach.
Drugie – po włączeniu.

Wahoo przyzwyczaiło nas, że ich sprzęty do głośnych nie należą, generują minimum hałasu i to w Kickrach jest świetne.

Headwind z kolei brzęczy, niemiło, nieprzyjemnie i bezcelowo.

Na niskich obrotach kiedy wiatr jeszcze nie zagłusza pracy silnika jest to irytujące i „tanie”. Naprawdę nie czuć aby ten sprzęt kosztował tyle ile kosztuje.

Naprawdę idzie się tym do niego mocno zrazić.
Ogólnie to nie przeszkadza w trakcie użytkowania bo finalnie napęd roweru go zagłusza. Ale wrażenie zostaje.

Z tego co mi wiadomo to kwestia pracy każdego silnika z płynnym regulatorem. Elektrykiem nie jestem ale rozumiem, że może tak być.
Nie rozumiem jednak jak można coś takiego zaimplementować do wentylatora za ponad tysiąc złotych.

Co do hałasu, to zdarza mu się również drgania przenosić na nóżki, które brzęczą dodatkowo – nie zawsze, nie we wszystkich. Przewidywana czynność serwisowa w tym przypadku to walnięcie go klapkiem.

To kolejna rzecz, którą można by lepiej rozwiązać za tą cene. na 100%

Ile warty jest Wahoo Kickr Headwind?

Ciężko powiedzieć.

Z jednej strony alternatyw nie ma.
Z drugiej wentylator ma sporo niedociągnięć i problemów „wieku dziecięcego” (pomimo, że już swoje lata ten produkt ma).

Osobiście uważam, że gdyby kosztował do 500zł znalazłby więcej posiadaczy. To moim zdaniem realna cena jaką można w 2021 roku zapłacić za taki sprzęt.

Wahoo jednak się nie pieści, z cenami w szczególności, do tego uznawany jest za markę premium i może pozwolić sobie na taki zabieg.

Cena jest przesadzona i to nie tylko moje zdanie.

Problem jest jeden, większość (też i ja) pomimo ogromnego hejtu na metkę z 4 cyfrową liczbą jak już spróbuje jeździć z headwindem to niespecjalnie chce go oddać do sklepu.

Ja nie oddam. Chociaż zdaje sobie, że to zbyt napompowany marketingiem gadżet.

Na koniec.

Czy headwind czy zwykły wentylator czy może klimatyzacja. Nie ważne. W treningach indoor musisz po prostu pamiętać o chłodzeniu. Czy to temperaturą czy owiewając spocone ciało powietrzem – nie ma znaczenia. Odpowiednie chłodzenie w trakcie wykonywania treningowych zadań pozwala na lepsza efektywność treningu, opóźnienie pojawienia się zmęczenia i znacznie przyjemniejsze wrażenia z jazdy.

Tu lekką zaletą headwinda jest to, że jest się przy nim trudniej rozchorować.

Sprawa wygląda tak, że rozstawiając zwykły wentylator ustawiając go tak aby przy mocniejszych powtórzeniach wiał odpowiednio mocno (i nie chcąc co chwile schodzić i go regulować) w trakcie lżejszych odcinków może lekko przesadzać ze stopniem chłodzenia. Przy otwartym oknie podczas srogiej zimy w wyjątkowych sytuacjach może to prowadzić do przeziębienia.

To brzmi troche jak kolejna próba argumentacji wydania kupy siana na kawałek brzęczącego plastiku. 

Ja z Headwindem mam po prostu mieszane uczucia. Trochę go kocham, trochę nienawidzę. Od kiedy użyłem pierwszy raz nie wyobrażam sobie przesiadki na zwykły wentylator.

Jeśli miałbym zdecydować to… raczej polecam, ale świadomym użytkownikom (świadomym jego wad i swoich potrzeb).

Kategorie: Kolarstwo

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *